wtorek, 23 listopada 2010

"PRZEGRALIŚMY WYGRANY MECZ"

„Przegraliśmy wygrany mecz” - często słyszymy takie słowa wypowiadane przez trenera lub zawodników po zakończonym spotkaniu. Ostatnio nasze siatkarki w bardzo ważnym meczu MŚ prowadziły z Japonią 2-0 w setach i 22-19 w trzecim, a przegrały cały mecz 2-3. W wywiadach wszyscy wypowiadali w/w stwierdzenie. W koszykówce, wysokie prowadzenie jednego z zespołów, zdarza się bardzo często. Przykłady praktycznie znajdujemy codziennie przyglądając się różnym rozgrywkom. Do napisania na ten temat natchnął mnie obejrzany mecz w rozgrywkach Eurocap pomiędzy Besiktasem Istambuł /z Michałem Ignerskim i Allenem Iversonem w składzie/, a Hemofarmem Vrsac. Po pięknej akcji i „wsadzie” Ignerskiego zespół turecki prowadził /na swoim parkiecie/ 18 punktami, a do zakończenia meczu pozostawało mniej niż 7 minut. I co?

Besiktas przegrał to spotkanie!!!

Wydaje się to niemożliwe. Straty i niecelne rzuty gospodarzy oraz seria celnych rzutów za 3pkt. gości, sprawiła, że niemożliwe stało się faktem. Od razu przypomniał mi się, niedawny mecz Orlando – Utah. Po 3 kw. gospodarze /zespół Marcina Gortata/ prowadzili… 18 pkt. Jednak ostatnią kwartę przegrali 39-20 i cały mecz 1 pkt.!!!

DLACZEGO DO TAKICH SYTUACJI DOCHODZI?

Na pewno wspaniale, że się zdarzają - to właśnie jest cały urok sportu - do końca nie wiemy, jaki będzie ostateczny wynik. Gdyby tak nie było, po 3 kw. kibice w Orlando spokojnie mogliby już pójść na hod-doga, a kibice z Utah przełączyć telewizor na inny kanał (prawdopodobnie paru takich się znalazło). Ci, którzy jednak tego nie zrobili, przeżyli fantastyczne emocje.

Bardzo wymowne były ujęcia realizatora transmisji z Turcji, który pokazywał fanatycznych kibiców Besiktasu. Po ostatnim gwizdku sędziego, mieli zastygłe smutne twarze, które były wyrazem niedowierzania w to, co zobaczyli przed chwilą na parkiecie. A jeszcze parę minut wcześniej byli rozradowani, podskakujący i śpiewający. Po chwili kamera pokazała garstkę kibiców gości w absolutnej euforii, jak również zawodników i trenerów zwycięskiego zespołu, wpadających sobie w ramiona. Przegrani ze spuszczonymi głowami opuszczali parkiet.Wszystko, co zobaczyłem na ekranie, to był wspaniały widok zakończonej właśnie rywalizacji sportowej. Radość wygranych i smutek ponoszących porażkę. Smutek tym większy, że w głowach zapewne były powtarzane słowa: „przegraliśmy wygrany mecz” i pytanie, dlaczego?

Z własnego doświadczenia wiem, że ogromną rolę odgrywa w takich sytuacjach psychika. Rozmowa każdego zawodnika z samym sobą. W sytuacji wysokiego prowadzenia, przychodzi taki moment, w którym zespół zaczyna myśleć „wygraliśmy już ten mecz” lub „czy utrzymamy to prowadzenie do końca?”. Czyli pojawia się całkowite rozluźnienie i brak koncentracji lub tzw. strach przed zwycięstwem. Jedna i druga sytuacja mogą doprowadzić do zmiany kolei meczu. Przeciwnicy również mają w głowach różne myśli. Jeżeli mówią sobie „trudno, przegraliśmy już ten mecz, nic nie można zrobić, szkoda mojego wysiłku”, to oczywiście to spotkanie zakończy się jeszcze większą przegraną. Jednak, gdy brzmią one „gramy do końca”, „spróbujmy innej taktyki, innego ustawienia” lub po prostu „gramy!!! można jeszcze odrobić straty” wtedy, oczywiście w momencie strachu przeciwnika przed wygraną lub obniżonej koncentracji jest szansa na zwycięstwo.

Czyli pierwsza odpowiedź na pytanie, to sprawa psychiki.

Druga, to zmienna forma sportowa w trakcie meczu. Z upływającym czasem rywalizacji często zauważamy uwidaczniającą się przewagę jednego z zespołów pod wzg. przygotowania fizycznego. A wiemy przecież, że coraz większe zmęczenie może powodować popełnianie coraz większej ilości błędów. Często w żargonie sportowym mówimy wtedy, że „ odłączono drużynie prąd”.

Trzecia odpowiedź, to posiadane umiejętności techniczne. Zespół, który w swoim składzie ma graczy obdarzonych wysokimi umiejętnościami, ma o wiele większe szanse na odwrócenie losów meczu. Zawodnik, który ma predyspozycje do oddawania celnych rzutów za 3pkt., w każdej chwili może być autorem serii skutecznych rzutów. Dla zawodnika, który tego nie posiada, może tylko zdarzyć się przypadkowa seria. Inny gracz, np. dobry obrońca, może w trakcie meczu „znaleźć sposób” na najlepszego zawodnika przeciwnej drużyny.

Czwarta odpowiedź, to rola trenera. Jego obserwacja tego, co dzieje się na boisku i szybkie decyzje. Dotyczy to przede wszystkim zmiany założeń taktycznych, np. zmiana obrony, z krycia „każdy swego” na krycie „strefą” lub decyzja o wprowadzeniu innego zawodnika na plac gry.

Możemy jeszcze znaleźć parę odpowiedzi na pytanie, dlaczego zespoły przegrywają lub wygrywają spotkania, pomimo wcześniejszego wysokiego prowadzenia jednego z nich. Mowa tu np. o przysłowiowym szczęściu i pechu, błędach sędziego czy kontuzjach. Czyli sytuacjach, na które zawodnik czy zespół nie ma całkowitego wpływu.

W czasie przerwy w pisaniu, obejrzałem na kanale włoskiej telewizji mecz ligowy w koszykówkę. Goście prowadzili 71-64 na 4 minuty przed końcem spotkania, jednak cały mecz wygrywają gospodarze…/moim zdaniem, powodem porażki, było zejście z boiska po 5 przewinieniach osobistych dwóch najskuteczniejszych do tej pory zawodników gości/.

Zapewne każdy z czytających ten wpis (byłoby mi bardzo przyjemnie, gdy będzie ich duża ilość) podałby wiele przykładów rywalizacji sportowej, które kończą się wyżej opisanymi sytuacjami. Na pewno sami wtedy zadajecie sobie pytanie, dlaczego tak się stało? Dlaczego zespół koszykarski przegrywa mecz, kiedy prowadzi 20 pkt. na parę minut przed końcem, dlaczego drużyna piłkarska przegrywa 2-4, prowadząc do przerwy 2-0, dlaczego w siatkówce „jak się nie wygrywa 3-0, to się często przegrywa 2-3…”, dlaczego przegrywa mecz tenisista, który wcześniej miał kilka meczboli czy skoczek narciarski, prowadzący po pierwszej serii (w drugiej jak to się mówi „spada z progu” i spada w końcowej klasyfikacji o wiele, wiele miejsc). Niestety czasami trudno jest znaleźć przyczynę takiej sytuacji. I "pół biedy”, jeżeli dotyczy to kibiców, gorzej, jeśli trenerów i zawodników.

Podsumowując, w widowisku sportowym najważniejsze jest to, jaki będzie jego przebieg i jakim wynikiem się zakończy. To samo można powiedzieć np. o filmie, tylko, że wcześniej ktoś go wyreżyserował, napisał scenariusz. Znane jest więc jego zakończenie. W sporcie, przed zawodami nigdy do końca tego nie wiemy, znamy tylko głównych aktorów. Stwierdzenie tytułowe, które podsumowywuje zakończone widowisko, mówi wiele o jego przebiegu. Słysząc te słowa nawet nie oglądając spotkania, możemy je sobie wyobrazić. Wypowiadający je podkreśla, że on i jego zespół powinni wygrać to spotkanie. Niestety w trakcie jego trwania nastąpił ciąg wydarzeń, który odmienił jego dotychczasowy przebieg i co za tym idzie zmienił końcowy wynik. Przyczyny tego wymieniłem.

Co wy myślicie na ten temat?

P.S.

Życzę wszystkim, żeby po swoich zawodach sportowych oraz po kibicowaniu „swojej” drużynie nie musieli wypowiadać lub wysłuchiwać stwierdzenia „przegraliśmy wygrany mecz”.

wtorek, 16 listopada 2010

Evaluation Asseco Prokom Gdynia

Evaluation - To przyjęty przez Międzynarodową Federację Koszykówki system obiektywnej oceny zawodnika w czasie meczu. Zasady jego obliczania są następujące: sumujemy punkty, zbiórki, asysty, przechwyty i bloki i odejmujemy od nich wszystkie niecelne rzuty i straty. Zrobiłem zestawienie zawodników Asseco pod wzg. tej statystyki. Policzyłem Eval zawodników w ciągu 1 minuty gry. Wyniki dość ciekawe...


EUROLIGA 4m EV / 1 MIN
1. HRYCANIUK 0,63
2. GIDENS 0,47
3. VARDA 0,45
4. EWING 0,32
5. ŁAPETA 0,23
6. SZCZOTKA 0,20
7. BROWN 0,18
8. VIDENOV 0,14
9. JAGLA 0,07
10. BURRELL 0,05
11. WILKS -0,04




VTB 4m EV / 1 MIN
1. BURRELL 0,58
2. JAGLA 0,50
3. HRYCANIUK 0,49
4. WILKS 0,47
5. EWING 0,25
6. KOSTRZEWSKI 0,23
7. BROWN 0,15

ŁAPETA 0,15
9. SZCZOTKA 0,14
10. VARDA 0,10
11. VIDENOV 0,09




TBL 4m EV / 1 MIN
1. BROWN 0,67
2. HRYCANIUK 0,56
3. PRZYBYSZEWSKI 0,56
4. ŁAPETA 0,53
5. KOWALCZUK 0,40
6. FRASUNKIEWICZ 0,28
7. SZCZOTKA 0,24
8. ELDRIDGE 0,24
9. WITKA 0,19
10. TONEY 0,18
11. KITZINGER 0,13
12. KOSTRZEWSKI 0,10

EWING 0,96 /1m /

VARDA 0,64 /1m/

VIDENOV 0,59 /1m/

MRÓZ 0,55 /1m/

GIDENS 0,44 /1m/

BURRELL 0,41 /1m/

JAGLA 0,20 /1m/.












































































sobota, 13 listopada 2010

Kontuzje w sporcie

Oglądałem w środę mecz siatkarski pomiędzy Asseco Resowia Rzeszów i Zaksą Kędzierzyn Koźle. W pewnym momencie na ziemi leżał i wił się z bólu Sebastian Świderski, nasz wielokrotny reprezentant Polski. Za chwilę na noszach opuszczał boisko żegnany brawami zarówno kibiców swojej drużyny jak i przeciwnika. Wszystkim zrobiło się smutno, widać to na twarzach zawodników, trenerów i kibiców.

KONTUZJA!!! Przeciwnik nr 1 sportowca?

Chyba tak, każdy z zawodników to potwierdzi. Sam tego doświadczyłem, kiedy musiałem zakończyć karierę już w wieku 29lat. Wiele ważnych spotkań i imprez straciłem przez kontuzje (m.in. udział w ME w Rzymie w 1991r).

Pojęciem „kontuzji w sporcie” zwykło się nazywać niezdolność do treningu i startów, zmniejszoną wydolność, najczęściej spowodowaną bólem czy ograniczeniem ruchomości.

Kontuzje w sporcie były, są i będą. Jest to nieuniknione, możemy tylko starać się przed nimi uchronić. Tylko jak to zrobić, skoro coraz większa konkurencja oraz tendencja do maksymalnego skracania drogi do sukcesu sportowego, powoduje zwiększanie objętości i intensywności treningu?! Zwiększenie to odbywa się czasami wbrew możliwościom zarówno narządu ruchu jak i układu nerwowego zawodnika. Wtedy często następują przeciążenia, powstają mikrourazy, a następnie poważne kontuzje.

Wszyscy wiemy, że pożytek z gracza jest wtedy, gdy jest w pełni sił do rywalizacji sportowej. Dlatego tak ważne jest przestrzeganie przez wszystkie osoby pracujące z nim, podstawowych zasad przygotowujących go do wysiłku sportowego. On sam również musi tego przestrzegać. W klubach często zapomina się o tych sprawach, z różnych powodów. Czasami okresowe badania lekarskie oznaczają jedynie przybicie pieczątki lekarza. Często zawodnicy trenują z nieaktualnymi badaniami, najczęściej zdarza się to w okresie, w którym nie ma rozgrywek. To straszne ryzyko! Pamiętajmy, że jeżeli wtedy przydarzy się coś zawodnikowi, całą odpowiedzialność ponosi najpierw trener, który na to zezwolił. W wielu klubach nie ma trenera od przygotowania ogólnorozwojowego, opieki masażysty, fizjoterapeuty czy lekarza. Często zawodnik w momencie kontuzji zdany jest na siebie lub na swoich rodziców szczególnie dotyczy to grup młodzieżowych.

Ogromną rolę w zapobieganiu kontuzjom odgrywa trener i prowadzone przez niego zajęcia. Ja wyróżniam następujące reguły, o których powinien pamiętać :

• Każdy zawodnik powinien trenować piłką o odpowiednim rozmiarze i rzucać do kosza umieszczonego na wysokości zgodnej z kategorią wiekową,

• Bardzo ważne jest obuwie w jakim zawodnik uczestniczy w treningu (powinny być powyżej kostki i z odpowiednią podeszwą),

• Trening zawsze powinniśmy rozpoczynać rozgrzewką( nie warto oszczędzać czasu na ten element treningu),

• Sala, w której odbywają się treningi musi być bezpieczna( zgodna z przepisami BHP)

• W trakcie treningu koniecznie trzeba robić przerwy na uzupełnienie „płynów” (picie wody niegazowanej),

• Zwracajmy uwagę na dyscyplinę na zajęciach oraz odpowiednią koncentrację,

• Zawodnik, który zgłasza jakąkolwiek niedyspozycję (zmęczenie, złe samopoczucie, ból) nie powinien trenować,

• Zawodnik bez aktualnych badan lekarskich, nie może brać udziału w treningu,

• Trener musi być przygotowany na ewentualne kontuzje zawodników podczas treningu(udzielenie pierwszej pomocy, zawiadomienie lekarza i opiekunów),

• Trzeba powiedzieć zawodnikom, jak ważną rolę odgrywa odpoczynek(np. odpowiednia ilość snu), odnowa biologiczna ( np. pływanie, sauna, masaże itp) i odpowiednie odżywianie,

Niestety, musimy jednak przyzwyczaić się, że kontuzja, tak jak trening, obóz czy mecz przypisana jest do sportu.

Jeżeli już się przydarzy , trzeba zdawać sobie sprawę, że wtedy kontuzjowanemu „zawala się świat”. Ważną więc sprawą jest opieka nad zawodnikiem w jej trakcie, a następnie szybka diagnoza lekarska oraz prowadzone bez pośpiechu leczenie i rehabilitacja. Lepiej później wrócić do treningów niż jeden dzień za wcześnie. Przy poważniejszej kontuzji, która wiąże się z dłuższą przerwą w treningach, zawodnik powinien również korzystać z pomocy specjalisty, który w tych trudnych dla niego chwilach pomoże mu od strony psychicznej.

Nie wspomniałem jeszcze o jednej bardzo ważnej sprawie, od której praktycznie powinienem zacząć, tzn. o ćwiczeniach ogólnorozwojowych. Najpierw to rodzice powinni sami dbać o taki rozwój swojego dziecka. Następnie rolę tę powinno przejąć przedszkole i szkoła. Gdy dziecko trafia na trening, ćwiczenia ogólnorozwojowe muszą odgrywać podstawową rolę. Zaniechanie tych ćwiczeń, również może być powodem odniesienia kontuzji.

Tego lata na klinikę trenerską z Marcinem Gortatem przyjechał Joe Rogowski, który odpowiedzialny jest za przygotowanie fizyczne graczy Orlando Magic. Mówił o odpowiedzialności, jaka na nim ciąży. Musi przygotować do gry pod względem fizycznym graczy wartych miliony dolarów. Powiedział, że zawodnik, który jest tyle wart, nie może odnieść kontuzji, którą nabył poprzez nieodpowiednie przygotowanie fizyczne (ogólnorozwojowe) do treningu czy meczu. Zawodnicy przed treningiem "czysto" koszykarskim, przez godzinę przygotowują się do niego ćwiczeniami ogólnorozwojowymi, strechingiem itp. Przeczytałem fajną opinię na temat kontuzji: „Kontuzjowany gracz NBA jest jak unieruchomiona linia produkcyjna, jeśli nie zapełnia miejsc na trybunach, klub ponosi straty.”

Podobno sport wyczynowy to już… nie zdrowie. Jednak bakcyl, jaki sportowiec połknął jest tak ogromny, że niepowodzenia (kontuzje) jeszcze bardziej motywują go do powrotu na areny sportowe, do powrotu do czegoś, co kocha, co może zapewnić mu lepsze życie. Oby jednak żaden zawodnik nie musiał za często w ten sposób udowadniać jak bardzo kocha sport...




poniedziałek, 8 listopada 2010

Czy rywalizacja sportowa to wojna?

Jeszcze raz wracam do słowa „walka”. Pisałem wcześniej, że to słowo bardzo często towarzyszy w naszym życiu, które składa się z ciągłych wzlotów i upadków. Często w potocznym języku używamy zwrotów: „walka”, „walczyć” czy „wojna”. Nasz przeciwnik w tej walce jest widzialny lub niewidzialny. Walczymy z kimś, z czymś lub o coś.

Ostatnio powiedziałem koledze, że podziwiam mojego syna, jak walczy o powrót na boisku po kolejnej kontuzji. Wczoraj słyszę z ust innego kolegi przeżywającego ciężką chorobę swojej żony: "Jacek będziemy walczyć, ja na pewno się nie poddam". Rano przeglądam wiadomości w internecie i na pierwszej stronie czytam artykuł o dziennikarce: „Wojnę wypowiedziała Monika Olejnik…”. Otwieram stronę sportową i widzę wielkimi literami napisany tytuł artykułu: „Polki wciąż mogą walczyć o półfinał”. Wieczorem posłuchałem wypowiedzi trenerów po zakończonych meczach koszykarskich. Oto fragmenty tych wypowiedzi: Dariusz Szczubiał: „…czym jest sport? Walką od początku do końca…”, Dainius Adomaitis: „…w 2 połowie musieliśmy walczyć o każdą piłkę”, Igor Griszczuk: „...tu trzeba grać dla tych ludzi, co przychodzą, trzeba walczyć”, Mariusz Karol: „...to był mecz walki, obydwie drużyny walczyły, przeciwnik tak jak dzisiaj jeszcze nigdy nie walczył”, Jacek Winnicki: „Kiedy przyszedłem do klubu obiecałem, że zrobię wszystko, aby ten zespół walczył”.

Jak widać w różnych dziedzinach życia używamy tego słowa, ale czy słusznie, kiedy dotyczy to sportu?

Najpierw zajrzałem do słownika języka polskiego i przeczytałem, WALKA to: „starcie uzbrojonych grup, oddziałów, zorganizowane działanie taktyczne sił zbrojnych w celu pokonania przeciwnika”. Opis dotyczy walki wojskowej, czyli działań wojennych. A WOJNA to: "Zorganizowany konflikt, który charakteryzuje się wrogimi aktami jednego państwa w stosunku do drugiego".

Czy widzicie jakieś podobieństwo? Jeżeli ktoś ma z tym kłopot, to zaraz się go pozbędzie. Wymienię cechy walki wojskowej: duża dynamika, częste i gwałtowne zmiany sytuacji, duża ilość informacji lub ich brak, różnorodność sposobów prowadzenia walki. A oto czynniki walki wojskowej: manewr, rażenie, rozpoznanie, ochrona, obrona, zabezpieczenie logistyczne, dowodzenie. Chyba teraz już nikt nie ma problemów ze znalezieniem podobieństw walki wojskowej (działań wojennych) i walki sportowej. Na boisku też widzimy działania taktyczne zespołów, które mają doprowadzić do zwycięstwa. Cechy i czynniki, które wymieniłem pasują również do opisu rywalizacji sportowej np. do spotkania dwóch drużyn koszykarskich. Nie dziwią, więc już wielu z nas stwierdzenia trenerów po meczach. Czy mediów, które również bardzo często określają takimi słowami rywalizację sportową.

Ale czy nie dziwią wszystkich?

Ktoś przecież powie: „to straszne!”, bo jak można dokonywać takiego porównania. Przecież walka kojarzy się nam z czymś złym, z urazami, kalectwem, a na wojnie giną ludzie! Kojarzy się ona nam z tragediami ludzkimi.

Kto ma rację?

Czy np. mecz koszykówki można przyrównać do walki lub wojny? Czy to nie za duże porównanie? Czy ten potoczny język jest potrzebny? Czy nie wywołuje niepotrzebnej agresji? Czy my „ludzie sportu” powinniśmy tak często powtarzać te słowa i wykorzystywać je do mobilizowania zawodników i zachęcania do oglądania widowisk sportowych?

Co myślicie na ten temat?