Kiedy się traci coś, co się kocha, to boli to do szpiku kości…
Kiedy znów można mieć to, co się kocha człowiek jest szczęśliwy…
Chciałem dzisiaj napisać parę zdań o młodym sportowcu. Ma 21 lat i od urodzenia:) jest sportowcem. Gra w basket.
Sport to jego życie, a koszykówkę uwielbia, może nawet ją kocha… Ma talent, niestety do tej pory ma również pecha do kontuzji. Oczywiście nie jest jedynym zawodnikiem, którego one „dopadają”. Sport i kontuzje to niestety nierozłączna para (pisałem o tym wcześniej).
On wie o tym bardzo dobrze, w ciągu 4 lat przeszedł 3 poważne operacje. Dzisiaj znów wraca na boisko. Wraca do sportowego życia.
Dzisiaj jest szczęśliwym człowiekiem!!! Ma to, co kocha…
Są tacy, którzy mówią „zaraz się znów rozsypie…” (to na pewno nie są przyjaciele). Inni powiedzą, że źle robi, że szkoda zdrowia. Ale on słucha swojego serca, które mówi „KOCHAM GRAĆ W KOSZYKÓWKĘ”.
Prawie rok przerwy, ponad 350 dni codziennej wielogodzinnej rehabilitacji, „walki” o powrót do zdrowia. Tylko Ci, którzy przez to przeszli wiedzą, jakie to trudne. Ale jest wiele przykładów, jak zawodnicy po poważnych chorobach czy kontuzjach dalej uprawiają sport na wysokim poziomie. Wczoraj podziwiałem Karola Bieleckiego, naszego piłkarza ręcznego, który po stracie oka, nadal gra i to jak gra!!! Lanc Armstrong, po chorobie nowotworowej był najlepszym na świecie kolarzem. Nie wolno się poddawać przeciwnościom losu, "wiara czyni cuda". Pamiętajmy o tym!!!
Miłość zawodnika do gry w koszykówkę na razie wielokrotnie była miłością bez wzajemności… Podobno prawdziwa miłość to… cierpienie. Jeżeli tak jest, to mam nadzieję, że ma on to cierpienie już poza sobą. Niech teraz będzie to wielka prawdziwa przyjaźń, która będzie trwać wiecznie...
P.S
Podziwiam Cię i jestem z Ciebie dumny.
POWODZENIA!!! Na pewno się uda:):):)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz