sobota, 3 września 2011

O reprezentacji...

Witam po wakacjach. Oczywiście zacznę od mojej ukochanej koszykówki. A dzieje się wiele. ME mężczyzn na Litwie, lokaut w NBA, w naszej lidze sprawa Asseco i warszawskiej Polonii, a wcześniej zakończone ME U-18 we Wrocławiu.

Przy okazji ME nasunęły mi się takie przemyślenia. Wszystko, co się dzieje wokół pierwszej reprezentacji oraz wyniki, jakie osiąga powinny być "lokomotywą”, która zmierza do wyznaczonego celu i ciągnie cały polski basket. Niestety ta lokomotywa jest jak nasze PKP. Zacznę od trenerów. W ostatnich 14 latach naszą reprezentację prowadziło 9 trenerów, 4 polskich oraz 5 zagranicznych. Wyniki z tego okresu potwierdzają, że zarówno częste zmiany jak i zatrudnianie zagranicznych fachowców nie przynoszą oczekiwanych skutków. Od 6 lat nasze koszykarskie władze stawiają na trenerów zagranicznych. Serb, Słoweniec, Izraelczyk, Białorusin i ponownie Słoweniec. Jakie wyniki? 3 krotny udział w ME, można powiedzieć, że super, sukces, a porównując z 10 letnią posuchą nawet rewelacja. Jednak tylko raz awans został wywalczony na boisku(Urlep). Dwukrotnie "kuchenne" drzwi, raz jesteśmy gospodarzem (Katzurin), drugi raz powiększona zostaje liczba uczestników (Pipan). Choć trenerzy w większości pochodzą z krajów koszykarsko od nas lepszych, to jednak ciągle czegoś brak do odniesienia spektakularnego sukcesu, który spowodowałby ponowny „bum” na koszykówkę. Można zadać sobie pytanie, czy polscy trenerzy, nie osiągnęliby podobnych wyników? Uważam, że tak, a doświadczenie zdobyte na imprezach mistrzowskich zaowocowałoby dalszym rozwojem ich trenerskiego fachu, co służyłoby w przyszłości polskiej koszykówce klubowej jak i reprezentacyjnej. Niestety władze PZKosz czy może sami prezesi cały czas są innego zdania, czyli „cudze chwalicie, swego nie znacie…”. Teraz "brakuje mi" jeszcze do kompletu trenera litewskiego, hiszpańskiego oraz oczywiście amerykańskiego.

Co polska koszykówka zyskała, w związku z pracą zagranicznych trenerów na stanowisku selekcjonera kadry? Co skorzystali polscy trenerzy? Ile razy trenerzy reprezentacji prowadzili szkolenia trenerskie w naszym kraju? Ile razy byli obecni na zgrupowaniach i turniejach mistrzowskich grup młodzieżowych? Najbardziej aktywnym trenerem w tym względzie był Veselin Matic, którego ogólnie za brak wyników nie szanowano za pracę z reprezentacją. Serb jednak bardzo się „udzielał”, prowadził szkolenia, było go widać na różnych halach, nawet tam gdzie grali najmłodsi. Znał ogromną ilość młodych graczy, trenerów, rozmawiał z nimi, sugerował jak pracować. To on „wypatrzył” w Polsce Gortata i stworzył mu w Niemczech szansę rozwoju. Pozostali trenerzy, chyba nie za często udzielali się. Np. rzadko lub w ogóle nie bywali na 3-dniowej największej konferencji trenerskiej w Katowicach.

Myślę, więc, że w większości okres pełnienia funkcji trenera reprezentacji przez zagranicznych szkoleniowców był okresem straconym, przede wszystkim od strony szkoleniowej.

Zwróćmy jeszcze uwagę na asystentów głównych trenerów. Z Maticem i Urlepem Andrzej Adamek, Kazimierz Mikołajec. Z Katzurinem Ronen Ginzburg, Radosław Czerniak. Z Griszczukiem Krzysztof Szablewski i Paweł Turkiewicz. Z Pipanem Mikołajec, Mladen Starcevic. Czy byli to trenerzy przygotowywani przez PZKosz do przyszłej pracy z reprezentacją? Pod tym względem nie widzę, żadnych przemyślanych ruchów, jakiegoś systemu. Np. Andrzej Adamek. Były reprezentant kraju, obiecujący młody trener. Pracował z dwoma szkoleniowcami reprezentacji. W miedzy czasie był asystentem i 1 trenerem zespołu PLK, I ligi. Wydawało się, że powinien dalej być wykorzystany trenersko przez PZKosz. Dlaczego więc nie dostał szansy sprawdzenia się i poprowadzenia np. reprezentacji młodzieżowych (byłaby to jakaś trenerska ciągłość szkoleniowa). Można byłoby przypatrzyć się jego samodzielnej pracy. Jeżeli władze związku byłyby zadowolone, dalszą drogą powinna być szansa objęcia stanowiska trenera kadry seniorów. Jeszcze w między czasie powinien być wysłany na staż do dobrego klubu europejskiego lub do USA. Czyli w ciągu tych 6 lat, mogliśmy „wychować” polskiego trenera, przygotowanego do objęcia stanowiska pierwszego trenera reprezentacji Polski. Niestety nie zrobiono tego. Dlaczego? To jest prosty przykład na brak pomysłu na „wychowywanie” nowych szkoleniowców. Dawanie im szans rozwoju z pożytkiem dla wszystkich.

Mam nadzieję, że następnym trenerem reprezentacji będzie polak, myślę, że powinien nim być Jacek Winnicki.

P.S

Powstała Szkoła Trenerów przy PZKosz. Super pomysł. Dlaczego tylko mogli w niej uczestniczyć trenerzy do 40 lat? Starszych już nie musimy szkolić? Przecież chcieli za to zapłacić. Sam byłem w tym gronie. Dlaczego PZKosz nie zorganizuje szkoleń, które poprowadzą trenerzy młodzieżowi? Tu za stosowne, a raczej konieczne uważam zapraszanie szkoleniowców zagranicznych, którzy specjalizują się w pracy z młodymi adeptami basketu. Niech podzielą się swoimi doświadczeniami oraz tym, jaki w ich kraju jest system szkolenia. Dlaczego nie organizuje się szkoleń, które prowadzą trenerzy kadr młodzieżowych naszego kraju? Dlaczego trenerzy wychowujący młodych koszykarzy, przyszłych reprezentantów, nie otrzymują za to gratyfikacji pieniężnych? W związku z tym, trenują, a nie szkolą. Zależy im przede wszystkim na wyniku od najmłodszych lat. Dlaczego tak mało polskich trenerów pracuje w TBL?

To moim zdaniem tylko nieliczne problemy i pytania, na które powinno się szybko znaleźć odpowiedź. Dla dobra polskiej koszykówki.

Druga sprawa dotycząca naszej reprezentacji, która jest dla mnie skromnie mówiąc dziwna, to brak rozegrania spotkania kontrolnego w naszym kraju przed wyjazdem na ME na Litwie. Dziwne są tłumaczenia w tej sprawie PZkosz, który zwala sprawę na poprzedników oraz menadżera Waltera Jeklina, który twierdzi, ze zabrakło czasu na zorganizowanie takiego meczu. Jest to dla mnie „samobój”. Tym większy jak patrzę na mecze kontrolne przed ME np. naszych siatkarzy ( 10 tyś widzów na trybunach). Jeżeli mamy rywalizować z innymi dyscyplinami o popularność w naszym kraju, to taka decyzja jest niewybaczalnym błędem. Szkoda mi tylko wszystkich zawodników, grających obecnie w reprezentacji, którzy nie mogli zagrać takiego spotkania przed własną publicznością. Gdzie kibice nie mogli zobaczyć ich z bliska, poprosić o autograf itp. Itd.

Marketingowo należy się „Dwója. Lufa. Zero. Za burtę wylatujesz. Nie masz prawa tu być…”. (Tak mówił do swojego syna jeden z naszych „wybitnych” polityków).

Teraz o sprawie braku w zespole narodowym Marcina Gortata oraz Macieja Lampe. Teoretycznie, żeby uszanować pozostałych kadrowiczów, nie powinniśmy mówić o nieobecnych, przecież oni nie mają racji…, Ale nie mogę, jako były reprezentant przejść obojętnie obok tej sprawy, powodów tych nieobecności oraz wypowiedzi na ten temat. Obaj zawodnicy to podstawowi gracze naszej kadry w ostatnich latach. Obaj mieli udane ostatnie sezony w swoich klubach. Myślę, że przy dobrym przygotowaniu byliby wstanie bardzo pomóc naszej reprezentacji w osiągnięciu dobrego wyniku na ME na Litwie. Niestety obaj w nich nie grają.

Lampe stwierdził, że musi odpocząć po ciężkim sezonie. Może bym się nie zdziwił, gdyby mówiłby to zawodnik po rozegraniu ponad 100 spotkań w sezonie i mający 35 lat, ale nie młody i w pełni sił gracz. Miałem w tym roku okazję oglądać i komentować wiele meczy rozgrywanych przez tego gracza. Prezentował się wyśmienicie, przyjemnie się oglądało jak gra. Mówiłem, wtedy, że może być gwiazdą ME. Myślałem, że reprezentacji się nie odmawia, ale widać, że Lampe wyszedł z innego założenia. Oczywiście ma takie prawo, nie będzie przecież zawieszany za swoją decyzję i niechęć grania z orzełkiem na piersiach. Niestety los czasami bywa okrutny, dowiadujemy się ostatnio, że Maciek doznał kontuzji, która wyeliminuje go na wiele miesięcy z gry, odpoczynek więc trochę mu się wydłuży. Życzę mu szybkiego powrotu do zdrowia i radzę żeby przemyślał (szkoda, ze po fakcie), jaki popełnił błąd. Gdybym ja był trenerem reprezentacji Polski, Lampe na pewno nie byłby do niej już nigdy powoływany. Ale do tego prawdopodobnie nie dojdzie, więc może wszyscy kibice, którzy lubią tego zawodnika i mu wybaczyli, będą go mogli jeszcze zobaczyć w koszulce z orłem na piersiach.

Jeżeli chodzi o Marcina Gortata, to chyba się „zagalopował”. Nie chcę poruszać sprawy ubezpieczenia, czyli kasy, której brak spowodował, że nie zobaczymy go na ME. Chodzi mi o wypowiedzi Marcina przy ogłoszeniu decyzji o rezygnacji. Znam ojca Marcina, Janusza Gortata wybitnego polskiego pięściarza, z którym miałem przyjemność reprezentować przed wieloma laty klub Legia Warszawa. Myślę, że nie jest tym razem dumny ze swojego syna. Nie wiem czy ktoś Marcinowi podpowiada, co ma mówić, czy sam o tym decyduje, ale to, co niedawno usłyszeliśmy z jego ust jest dla mnie skandaliczne. Gortat świetnie się promuje, campy z dziećmi, założenie szkoły sportowej, promocja turniejów ulicznych itp. Występując w lidze NBA, jest jednym z najbardziej rozpoznawalnych i szanowanych polskich sportowców. Ale po słowach, jakie ostatnio wypowiedział, już widzę, czytając choćby opinie kibiców na stronach internetowych, że jego budowany dobry wizerunek bardzo ucierpiał. Myślę, że rozumiem, „co chciał autor powiedzieć, mówiąc te słowa”, ale Gortatowi te wypowiedzi nie wyszły, po prostu „spudłował rzut” i niestety dla niego zostały bardzo, źle odebrane przez kibiców jak i samych zawodników.

Nie mogę zrozumieć jak „gwiazda” reprezentacji Polski mogła powiedzieć takie słowa: „Niech pojadą, zobaczą, jak to jest grać na najwyższym poziomie. Myślę, że przegrane mecze 20 punktami pokażą im miejsce w szeregu”. Tragedia!!!!!!!!!!

A słyszałem również wypowiedź, w której Gortat stwierdził, że ME, to żadna ważna impreza. Nawet trudno to skomentować. Mam tylko nadzieję, że Marcin szybko się zreflektuje. Przede wszystkim wszystkich bardzo przeprosi za te słowa, zarówno swoich kolegów z reprezentacji jak i kibiców. Będąc idolem dla wielu młodych adeptów koszykówki, nie można popełniać takich błędów.

Jeśli mogę cos doradzić Marcinowi, to powinien już teraz przygotować to, co ma powiedzieć za rok wszystkim dzieciakom, które będą uczestniczyły w jego campach. Powiedzieć im, dlaczego nie reprezentował Polski na ME i dlaczego tak wypowiadał się przed ich rozpoczęciem. Może wtedy zrozumieją i wybaczą mu to, dlaczego nie mogły oglądać przed telewizorami swojego idola, grającego z orzełkiem na piersiach w bardzo ważnej imprezie, jakim niewątpliwie są mistrzostwa europy.

A może nie trzeba czekać cały rok…

P.S

Jeszcze o Marcinie.

„… przecież Gortat w NBA zarabia dziesiątki milionów złotych. Czy nie mógł dorzucić trochę za swoje ubezpieczenie? I tak dużo by mu zostało. Wtedy wszyscy szanowaliby go za to do końca życia, ze tak ważna była dla niego gra w biało czerwonych barwach. Że nie da się tego przeliczyć na kasę. Byłby idolem nie tylko dzieci i młodzieży…”

Cdn…

2 komentarze:

  1. Wygrać z Turcją na ME bez Gortata - bezcenne!

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie sposób się z Panem nie zgodzić, a chciałbym popolemizować! Pozdrawiam!

    spacejam.blox.pl

    OdpowiedzUsuń